Wednesday, July 14, 2010

dojrzewanie Madzi Brzeskiej 02

Madzia od początku prezentowana jest jak ożywczy wiatr, uosobienie energii i szczęścia. Poznajemy ją, kiedy wbiega do gabinetu pani Latter i od razu w opisie sytuacji pojawia się nagromadzenie czasowników i wykrzykników. Madzia pojawia się u Latterowej jak deus ex machina, bo chociaż nie zmienia zasadniczo biegu akcji, to jednak ma się wrażenie, że zmienia zupełnie ton, nastrój powieści i przez to jej pojawienie się stanowi punkt zwrotny.

Od razu, w jednym zdaniu zostaje zaprezentowana jako doskonały barometr uczuć, ale o ograniczony zasób wiedzy, który mylnie interpretuje świat i wiecznie, o wszystko się obwiniania: „…Madzia odczuła, że wesołość w tym miejscu nie jest właściwą. Zdawało się, że przełożona ma zmartwienie albo bardzo się gniewa. Za co i na kogo?...Może na nią za to, że przed chwilą tańczyła z czwartoklasistkami, ona, dama klasowa!”#. W tym momencie czytelnik już wie, że Latterowa rzeczywiście jest zmartwiona, ale nie ma to nic wspólnego z tańcami Madzi, ani w ogóle z jej osobą. To tylko prezentacja, ale później te cechy dziewczyny są konsekwentnie potwierdzane w jej sposobie mówienia i myślenia – ciągle wydaje jej się, że jest zbyt zuchwała, samolubna, że za mało zrobiła, ludzie się z niej śmieją i w ogóle jest puchem marnym. Czerwieni się nawet ze wstydu, że mogła zbyt śmiało zaoferować swojej przełożonej pomoc w pisaniu listów. Ponadto jej niepewność i swoiste „rozedrganie” charakteru podkreślają częste zmiany decyzji pod wpływem najmniejszych zmian okoliczności (np. niezliczone przekształcenia projektu założenia pensji) i nieustanne wahania podczas mówienia wyrażane wielokropkami. Młoda osoba dość łatwo zmienia poglądy pod wpływem innych, silniejszych od niej osobowości i raz wierzy Howardównie, a później znów pani Latter. Za każdym razem zostaje pokazana gorąca, ale krótka obrona zajmowanego stanowiska a później szczere zdziwienie, że autorytet, na którym się oparła mógł nie mieć racji. Narracja personalna związana z Madzią jest więc bardzo dynamiczna, jednocześnie pełna wahania i niepewności, jak sama bohaterka, pełna emocji i egzaltacji, a także uderzająca naiwnością stwierdzeń (na przykład kategoryczne i śmiertelnie poważne zaprzeczanie, jakoby porządna panna Joanna mogła dać się pocałować panu Kazimierzowi). Ciekawe, że bohaterka sama zauważa moment, w którym rozpoczyna się jej dojrzewanie psychiczne, czyli pierwsze poważne zmartwienie (zagrożenie pensji bankructwem i energiczne próby znalezienia pieniędzy dla przełożonej). Madzia ze zdziwieniem dostrzega w sobie zmianę: czuła, że po owej rozmowie z panią Latter w duszy jej wytrysło źródło psychicznych procesów, których dotychczas nie odgadywała, choć od pierwszej klasy nazywano ją dzieckiem myślącym#. Bohaterka ma więc pewną skłonność do autorefleksji, ale nie są to na razie długie rozmyślania i na ogół prowadzą do śmiesznych wniosków (w tym wypadku konkluzja to: pani Howard jest jednak mądrą kobietą, bo potrafi zrozumieć moją duszę). W tej części o Brzeskiej opowiada się jako o pensjonarce, która stara się wejść w rolę damy klasowej, ale wciąż jeszcze zachowuje się jak dziecko.

No comments:

Post a Comment